sobota, 4 kwietnia 2015

 Walcząc o Miłość: 2

Co sądzicie o 2 rozdziale? Ja lecę pisać next'a a wy piszcie swoje opinię ;)







- Nie wierzę, że te buty aż tak bardzo cię uwierały – powiedziała Violetta usiłując nakarmić małego Samiego, który nie miał dzisiaj apetytu. Chłopiec już od paru dni kręcił nosem na to co w ostatnim czasie chciała włożyć do ust jego matka. – Sam., uspokój się i zjedz grzecznie.
    Ale dziecko zamiast zjeść zaczęło płakać, na co Violetta się wściekła.
    - Ja już nie mogę z nim, Ludmi – powiedziała Violetta. – On nic nie chce jeść. Oczywiście, kiedy Leon go karmi, to nie robi żadnych problemów, ale jeśli ja mam go karmić... – przewróciła oczami.
    - To może ja go spróbuję nakarmić? – zapytała Ludmiła.
    Violetta podała Samiego Ludmile, która z zachwytem przywitała się z chłopcem. Chwilę z nim pogadała, po czym zaczęła go karmić. Chłopiec zjadł wszystko z uśmiechem na twarzy, na co Violetta zareagowała śmiechem.
    - Ty chyba masz powołanie do dzieci – powiedziała śmiejąc się. – Dobrze, że dostałaś właśnie taką pracę, a nie inną. Przynajmniej będziesz w swoim żywiole.
    - Tak szczerze mówiąc to zawsze myślałam, że będę pracować jako piosenkarka. Kiedy jednak skończyłam prawo zrozumiałam, że to jest moje powołanie. To znaczy to, że powinnam być adwokatem, ale po tym co zrobił... – Ludmiła spojrzała na przyjaciółkę dając jej wyraźnie do zrozumienia kogo ma na myśli – musiałam zrezygnować z tego. Dorian niejednokrotnie dzwonił i prosił bym wróciła, ale nie mogłam. Nie po tym, co się stało. Dlatego doszłam do wniosku, że muszę zrobić coś innego, żeby o nim zapomnieć. Dlatego wzięłam na rok tę pracę w Szkole, kiedy dowiedziałam się o tym kredycie – głos jej zadrżał. – Myślałam, że nigdy nie uda mi się go spłacić, ale teraz, kiedy widzę przed sobą jakąś szansę na to, by się jakoś z tego wykaraskać, to zrobię wszystko, by nie stracić tej pracy.
    - Dlaczego nie powiedziałaś? Pożyczylibyśmy ci pieniądze – powiedziała Violetta urażonym tonem biorąc Sam'a na ręce.
    - Wiem, dlatego właśnie nie mówiłam. Z czego miałabym wam oddać? A nie chcę się już bardziej zadłużać...
    - Rozumiem cię, Ludmiło. To kiedy zaczynasz pracę? – zapytała chcąc zmienić temat na coś przyjemniejszego.
    - Pani Spencer, z którą rozmawiałam przez telefon powiedziała mi, że najlepiej byłoby gdybym zaczęła pracę od jutra. Ponoć ojciec chłopca wyjeżdża dzisiaj na kilka dni na jakieś ważne zebranie. Jutro się więc tam wprowadzę.
    - A co zrobisz z mieszkaniem?
    Ludmiła zignorowała pytanie zaczynając się bawić z chłopcem, który wyciągnął do niej rączki. Robiła wszystko, by nie spojrzeć w oczy swojej najlepszej przyjaciółki. Doskonale wiedziała, jakby to się skończyło. A raczej czuła, ja to się skończy.
    Musiała kiedyś spojrzeć na Vilu. Nie mogła udawać, że się nic nie dzieje. W końcu były dla siebie jak siostry, więc Ludmiła nie musiała nic mówić, by pani Verdas o wszystkim wiedziała.
    - Ludmi – wyszeptała przyjaciółka przytulając ją. – Ludmi, dlaczego nie powiedziałaś, że nie masz za co opłacić tego wszystkiego?
    Brązowowłosa bezwiednie potarła swoje czoło, by po chwili się rozpłakać.
    - Nie mogłam, Violu. Rodzice i tak już sporo kasy wydali na to, by pomóc opłacić wszystko. Im jestem dłużna prawie dwadzieścia tysięcy funtów, rozumiesz? Ciekawe skąd miałabym wziąć kasę, gdybym was poprosiła o pomoc? Violetto, dam sobie radę.
    - Ile musisz zapłacić za rachunki? – zapytała brunetka tonem typu „Ani waż mi się wykręcać, ja i tak zrobię to, co postanowiłam”.
    - Dwa tysiące funtów – Ludmiła westchnęła. – Cieszę się, że nie będę musiała płacić za rachunki, jak już zacznę tą pracę, ale co ty robisz? – zawołała, kiedy Violetta wyciągnęła ze swojego tajemniczego sejfu pieniądze.
    - To są pieniądze, Ludmiło – powiedziała Viola zwracając się do niej jak do dziecka. – To takie banknociki, którymi się za wszystko płaci. A teraz będziesz grzeczną dziewczynką, weźmiesz te pieniądze i zapłacisz za rachunki. I nie chcę słyszeć odmowy, bo inaczej powiem Leon'owi, a tego to ty chyba nie chcesz, prawda?
    Blondwłosa kobieta patrzyła na swoją przyjaciółkę z rozdziawioną buzią.
    - Ale ja...
    - Możesz, Ludmi – ton jej przyjaciółki był dobitny. – Musisz z tym wszystkim skończyć dzisiaj. Musisz porzucić przeszłość i zapomnieć o nim. Dzisiaj spłacisz rachunki, a jutro zaczniesz nowe życie. Lepsze życie.
    Miała rację, kobieta musiała przyznać jej rację.
    Z oporem schowała pieniądze do portfela, by po chwili przytulić się do brunetki i wybuchnąć głośnym płaczem.
    Kilka godzin później Ludmiła pakowała rzeczy do swojej walizki, która potrafiła zmieścić całą zawartość jej mieszkania. Od kiedy tylko pamięta to mieszkanie przynosiło jej pecha. To właśnie tutaj spędziła swoje najtrudniejsze lata życia – okres studiów, pracy oraz pierwszej niby prawdziwej miłości. Dzisiaj wiedziała, że nic do niego nie czuła, ale nie chciała do tego wracać. Wykorzystał ją podle, za co teraz płaciła. I to bardzo wysoką cenę.
    Spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Wyglądała okropnie: jej włosy były tak samo roztrzepane jak w Studiu – za nic nie dało się ich okiełznać, na twarzy miała rozmazany od płaczu makijaż, a jej oczy były podpuchnięte. Sama nie wiedziała, kiedy i czemu płakała. Z pewnością ON nie był powodem jej cierpienia. A może to były łzy radości, że wreszcie może z tym wszystkim skończyć?
    Życie bywa dziwne.
    Po chwili mogła się uspokoić stojąc pod strumieniem gorącej wody. Krople cieczy spływały po jej delikatnej skórze sprawiając, że Ludmiła pierwszy raz od kilku lat czuła się w pewien sposób wolna i szczęśliwa. Nie musiała się już martwić rachunkami, których nie miała z czego opłacić. Poza tym kolejną ratę kredytu będzie musiała spłacić dopiero pod koniec przyszłego miesiąca. Powoli zaczęła wychodzić na prostą.
    Powoli, ale to zawsze coś.
    A jutro miała zacząć nowe, lepsze życie...


czwartek, 2 kwietnia 2015

Walcząc o Miłość: 1

Hej, tak prezentuje się jedyneczka piszcie jak wam się podoba. Zostawcie po sobie chociaż ślad zwykłe serduszko. Smuci mnie, że inni maja długie komy a ja takie króciutkie :(



CURRICULUM VITAE

LUDMIŁA FERRO

Stan cywilny: Panna
Data urodzenia: 05.10.1992
Miejsce urodzenia: Buenos Aires
Adres: Churchillstreet 8/7, Londyn

WYKSZTAŁCENIE:
1991 – 1998 Studio 21/ On Beat
1998 – 2001 Studia w Londynie, kierunek pedagogika i prawo, przedmioty główny ekonomia, Historia Prawa, magister z wyróżnieniem
1998 – 2003 Uniwersytet Prawniczy w Londynie, kierunek prawo, magister z wyróżnieniem

DOŚWIADCZENIE:
1998 – 1999 Restauracja „La Plata” – kelnerka 
2001 – 2003 Kancelaria Adwokacka „Dorian Navarro” – praktyka
2003 – 2004 Szkoła Prawnicza „Argentyna” – nauczycielka Historii Prawa

JĘZYKI:
J. francuski – biegła znajomość w mowie i piśmie
J. niemiecki – biegła znajomość w mowie i piśmie
J. włoski – bardzo dobra znajomość w mowie i piśmie
J. rosyjski – bardzo dobra znajomość w mowie i piśmie
J. hiszpański– idealna znajomość w mowie i piśmie

UMIEJĘTNOŚCI:
* doskonała praca z dziećmi, młodzieżom, dorosłymi
* doskonałe predyspozycje nauczania

ZAINTERESOWANIA:
* historia, nauka, muzyka, film

    - Bardzo ciekawe CV, panno Ferro – powiedziała kobieta siedząca w wielkim fotelu, która przyglądała się z zainteresowaniem młodej kobiecie.
    Ludmiła Ferro siedziała idealnie wyprostowana niczym struna chcąc zrobić jak najlepsze pierwsze wrażenie. Była bardzo zestresowana nie tylko tym, że to już dziesiąta agencja, do której składa swoje podanie, ale również irytował ją fakt, że specjalnie kupiony na tą rozmowę żabot drapał jej kark. Nienawidziła, kiedy coś ją dekoncentrowało. Obiecała sobie, że już nigdy nie wejdzie do tego sklepu, by kupić jakiś komplet, czy sukienkę. Nawet jeśli byłaby to najpiękniejsza sukienka na świecie, na jaką byłoby ją stać.
    - Jeśli mogę dać pani jakąś radę – zaczęła powoli kobieta o kaczej twarzy, która usiłowała się uśmiechnąć do Ludmiły, a wyszedł jej tylko jakiś grymas – to radę pani, żeby wrzuciła nieco luzu. Nie potrzebnie się pani stresuje.
    Ludmiła odetchnęła z ulgą, po czym oparła się wygodnie na swoim krześle, po czym ściągnęła też uwierające ją szpilki. Uwielbiała takie buty, ale te były kompletnym niewypałem. Będzie musiała o tym pogadać z Fran.
    - Od razu lepiej – kobieta klasnęła w dłonie, kiedy Ludmiła ściągnęła z włosów gumkę, która sprawiła, że jej platynowe blond włosy związane do tej pory w kok opadły luźno na ramiona kobiety tworząc przy okazji piękne loki, o których właścicielka nie miała całkowitego pojęcia. – Teraz mogę z panią rozmawiać o interesach.
    Ludmiła rzeczywiście czuła się lepiej. Nie była już taka sztuczna, a na jej ustach pojawił się lekki uśmiech.
    - Panno Ferro – zaczęła kobieta nieco oficjalnym tonem, ale Ludmiła słyszała nutkę rozbawienia – szuka pani pracy. Dlaczego zdecydowała się pani zgłosić do naszej agencji?
    - Uważam, że pani agencja jest najlepszą w całym mieście. Można tutaj dostać wymarzoną pracę, a na to właśnie liczę – wyrecytowała niczym z książki.
    Kobieta spojrzała na Ludmiłę nieco zawiedzionym wzrokiem, jakby oczekując całkowicie innej odpowiedzi. Ludmiła poczuła, że powinna do tego podejść całkowicie inaczej.
    - A tak naprawdę zgłosiłam się do pani agencji, ponieważ nie przyjęli mnie do dziesięciu poprzednich. Zależy mi na tym by dostać jakąkolwiek pracę, bo potrzebuję zapłacić rachunki, które rosną z każdym dniem. Jestem zdesperowana i potrzebują pracy od zaraz. Mogę zrobić w obecnej chwili wszystko, by zarobić parę pensów, za które zapłacę zaległe rachunki. Mogę prać, sprzątać, a nawet gotować, wszystko byle dostać jakąkolwiek pracę. Jeśli pani mnie nie przyjmie, to będę zmuszona złożyć podanie do kolejnych agencji, żebrać na ulicy bądź sprzedać własne ciało, z czym wolałabym się nie mierzyć. Nie jestem pewna, czy wspominałam pani o tym, że grozi mi eksmisja, jeśli nie zapłacę rachunków do końca tygodnia? Chyba nie... Ach, i najważniejsze! Mam jeszcze do spłacenia kredyt, który zaciągnął na mnie w pewnym banku mój były narzeczony, który zainwestował te pieniądze i gdzieś uciekł zostawiając mnie samą ze spłatą tego kredytu. Oczywiście może mnie pani nie przyjmować, ale czy chce mieć pani taką biedną młodą kobietę na sumieniu? Błagam, niech pani rozpatrzy moje podanie pozytywnie – dodała już nieco histerycznym głosem Ludmiła.
    Kobieta o kaczej twarzy roześmiała się serdecznie, co zdziwiło Ludmiłę. Ona zdecydowała się na tak poważne wyznanie, o jakie nigdy by siebie nie posądziła, a ta kobieta się z niej najnormalniej w świecie śmiała. Śmiała się z jej życiowego problemu, o którym nie powiedziała nawet swoim najbliższym przyjaciołom.
    - Widzę, że chyba pani naprawdę zależy na swoim ciele – powiedziała chichocząc.
    - Jeśli mamy uściślić: to o moją cnotę – odpowiedziała poirytowana Ludmiła. Właśnie zrozumiała, że prawdopodobnie straciła szansę na otrzymanie pracy.
    - Och, to chyba jeszcze bardziej jestem zobowiązana do tego, by panią przyjąć, panno Ferro – powiedziała rozbawiona kobieta, spoglądając na nią swoim kaczym wzrokiem, Ludmiła nie mogła się powstrzymać skojarzeniu z kaczką – jej twarz ewidentnie przypominała kaczy dziób. Dziewczyna doszła do wniosku, że to nie jest zbieg okoliczności, że kobieta miała na nazwisko Duck. Poza tym, ten jej wyraz twarzy to z pewnością jakiś rodzaj atawizmu.
    - Słucham? – zapytała zaskoczona Ludmiła.
    - Chyba nie sądzi pani, że przyłożę swoją rękę do tego, by straciła pani cnotę, Ferro – powiedziała Duck patrząc na Ludmiłę z rozbawieniem. – A tak się właśnie składa, że potrzebuję obecnie kogoś takiego jak pani.
    Blondynka spoglądała na kobietę z niedowierzaniem. Właśnie dostała pracę. Nie ważne jaką, nie ważne gdzie, nie ważne u kogo. Dostała pracę!
   - Czy lubi pani dzieci? – zapytała nagle pani Duck podejrzliwym tonem.
   - Ależ oczywiście! – szczerość odpowiedzi zdziwił samą Ludmiłę. Nie miała zbyt dużego kontaktu z dziećmi – jej jedynymi uciechami byli mały Daniel wraz z  dwuletnim bratem Samim, Teddy oraz córka Cami i Broadway'a , Vitani, ale uwielbiała ich. Sama nie miała męża i dzieci, o czym skrycie marzyła, a się nigdy nie spełniło, i z pewnością się nie spełni. Miłość jej życia wykorzystała ją i uciekła nie pozostawiając po sobie znaku życia oraz sprawiając, że Ludmiła obiecała sobie, że już nigdy się z nikim nie zwiąże. Nie oznaczało to jednak, że nie kocha dzieci. Uwielbiała je, dlatego, kiedy zakończyła pracę w szkole trudno jej było rozstać się ze wszystkim uczniami, do których zdążyła się przywiązać.
    - To bardzo dobrze! – kobieta o kaczej twarzy klasnęła w dłonie. – Kilka tygodni temu przybyła do mnie pewna kobieta, która szuka guwernantki dla czteroletniego dziecka. Zapewniają pani mieszkanie, pracę oraz sam fakt, że nie musi pani spłacać rachunków – dodała konspiracyjnie mrugając do niej okiem. – Jedynym warunkiem jest to, by była pani dyspozycyjna o każdej porze dnia i nocy. Wykształcenie ma pani ponad wymagania, więc tym nie musi się pani przejmować – dodała uprzedzając pytanie Ludmiły. – Poza tym wypłatę dostanie pani na początku każdego miesiąca. Myślę jednak, że jeśli pani poprosiłaby o pierwszą wypłatę nieco wcześniej, to jestem przekonana, że nie byłoby z tym problemów. Pytanie jest takie: czy decyduje się pani na tą posadę?
    Ludmiła spojrzała ze łzami szczęścia w oczach na kobietę.
    - Kiedy mogę zacząć?

środa, 1 kwietnia 2015


   Walcząc o Miłość: PROLOG





 Dwudziestopięcioletni przystojny mężczyzna o zmęczonym 
spojrzeniu stał we framudze drzwi patrząc na swojego 
małego synka z uśmiechem na twarzy. Był jedyną istotą, dla 
której jego życie miało jeszcze sens. To dla niego tak ciężko 
pracował i poświęcał się, by synek miał wszystko, czego 
pragnął na świecie. Starał się za wszelką cenę zastąpić mu matkę która zmarła przy  porodzie.
Chłopiec przewrócił się na lewy boczek przytulając do 
siebie swojego ukochanego misia, który towarzyszył mu od 
pierwszego dnia jego życia. Miał być najlepszym przyjacielem 
chłopca, z którym będzie mógł spędzać czas. Mężczyzna wiedział, że dziecko jest nieszczęśliwe.
Miał dopiero cztery latka, a często zachowywał się jak dorosły człowiek: odważny, mądry i inteligentny. Nie przejawiał w sobie tych cech, które w jego wieku przejawiał jego ojciec. Może dlatego, że mężczyzna zbytnio go nie rozpieszczał, ale kochał go tak wielką miłością, której nigdy sam nie zaznał od żadnego człowieka na świecie. Malec był oczkiem w głowie mężczyzny. Zrobiłby dla niego wszystko
Dlatego za wszelką cenę znajdzie mu matkę. Kobietę, która pokocha jego synka jak własne dziecko i nigdy go nie skrzywdzi. Kobietę, która zrobi dla niego wszystko.

sobota, 21 marca 2015

Koniec!!!!



Koniec tej historii!!!! przepraszam ale strasznie mnie męczyła ale za to jutro pojawi się 1 rozdział czegoś zupełnie innego do jutra :D

poniedziałek, 16 marca 2015

Hej, kochani proszę o polubienie mojej strony na FB :)
(Tematyka PJ) 


https://www.facebook.com/pages/Percy-Jackson-i-Olimpijscy-Herosi/1561164894150216?fref=nf








Miniaturka: Co się dzieję 


(wykonana na zamówienie dla Madziunia Madzik Ferro miejsce akcji troszeczkę zmienione przepraszam) Mam nadzieję, że się spodoba :D




Ludmiła wyszła przed Willę Castillo by zaczerpnąć świeżego powietrza. W domu panował gwar, obecni byli wszyscy nauczyciele Studio oraz Rodzina dziś świętowali drugą rocznice zaślubin Pryscylli i Germana. Ludmiła także brała udział w zabawie lecz musiała przemyśleć swoje spostrzeżenia.
Od dwóch tygodni jej chłopak, zachowywał się dziwnie… Fede może i ma porywczy charakter, jest leniwy i nie można go przekonać gdy ma inne zdanie, ale dla niej jest wspaniały, wspiera ją w każdej sytuacji. Nie sprzeciwiał się, gdy postanowiła dołączyć do YM, choć on wraz z innymi wybrali Studio. Przetrzymał rok spotykania się tylko w weekendy, pisał do niej codziennie długie listy, gratulując trasy choć wiedziała, że jest zmęczony i ma mało czasu, była na pierwszym miejscu… a od czternastu dni stał się cichy, nie przytulał jej już tak często, nawet nie kłócił się z nią, gdy powiedziała, że jego grzyweczka to najgłupsza fryzura jaką kiedykolwiek widziała! Bała się, że może ma już dość związku z nią… no bo co takiego w niej było?
Nie była ani ładna, ani utalen… Nie! To się nie zgadzało! Ludmiła Ferro jest bardzo utalentowana!  Każdy facet powinien być dumny, mając taką dziewczynę!
No więc dlaczego brunet się od niej zaczął oddalać? Dlaczego gdy dzisiaj zjawiła się w „domu”,  przywitał ją pocałunkiem w policzek?! Przecież zawsze chwytał ją w objęcia i całował do utraty tchu!
Za każdym razem Leon i Maxi dogadywali im, gdy Federico i ona byli zajęci sobą , np. Daj jej chłopie odetchnąć! Przecież martwa na nic ci się nie przyda!
- Ludmiło nie wiedzieliśmy , że chcesz pozbyć się swojego języka! Jeżeli jest na sprzedaż damy ci za niego 2 złote ! Fedusiu jak chcesz sprzedać swój musisz nam dopłacić byśmy się przynajmniej zastanowili czy go chcemy!
-Violetta! Fede przyssał się do biednej Ludmiły i nie daje jej cieszyć się takim wspaniałym świeżym powietrzem!
-Fede ile jej nie widziałeś? Sto lat?
-Gorzko! Gorzko! Gorzko! Tylko tobie, Federico, słodko!
-Biedna Ludmiła! Może on ją zmusza? No bo pomyśl, Maxi, logicznie! Kto by chciał być całowany przez Federa, skoro może być przez nas?!
Ludmiła uśmiechnęła się, przypominając sobie teksty Chłopaków, On na początku denerwował się na ich słowa, lecz Ludmiła w skuteczny sposób zwracała jego uwagę na inny obiekt! Czyli na swoje usta!
A teraz stała przed domem i zastanawiała się czy brunet nie chce z nią zerwać… jeżeli tak to jak powinna się zachować? Przecież nie będzie go błagać o to by z nią został! Co to, to nie!
Poradzi sobie bez niego! Co z tego że kocha go nad życie? Co z tego że od zawsze kochała go, nie mogąc go mieć i gdy wreszcie należał do niej, była szczęśliwa?
Westchnęła, więc nie będzie się zamartwiać i zapyta go o co mu chodzi!
Właśnie miała wejść do domu, gdy drzwi się otworzyły i stanął przed nią Fede ze zmarszczonym czołem.
- Oh, Ludmi, myślałem, że nie ma nikogo w ogrodzie – mruknął, rumieniąc się.
- A co chciałeś robić w ogrodzie sam? – zapytała, krzyżując ręce na piersi.
- Pomyśleć. - Podrapał się po głowie.
- Nad czym?! – prychnęła. - Jak ze mną zerwać?! Powiem ci jedno, Federico! Myślałam, że dojrzałeś na tyle, by być ze mną szczery! A ty zachowujesz się jak jakiś gówniarz i unikasz mnie! Nie możesz po prostu powiedzieć, że mnie nie kochasz i skończyć z tym?!
- Ja cię nie kocham?! - wykrzyknął wzburzony. - O czym ty mówisz?!
- A głuchy jesteś? - także zaczęła krzyczeć.
- Co tu się dzieje? - odezwał się Diego, stając w progu.
- Znikaj stąd, Dominiquez! - warknęła Ludmiła.
Hiszpan, słysząc ton przyjaciółki, szybko zamknął drzwi z drugiej strony, znał ją dobrze i wiedział, że gdy zwraca się do niego po nazwisku to jest wściekła!
- O co ci chodzi, Pasquarelli?! - zapytała poważnie. - Mów prawdę, bo odchodzę od zmysłów, martwiąc się że chcesz mnie rzucić!
- Ja ciebie?! Oszalałaś? Przecież cię kocham! - powiedział stanowczo i spuścił oczy. - To ty miałabyś powód mnie zostawić!
- Jaki? - wyszeptała zaszokowana. W jej głowie zaczęły pojawiać się różne odpowiedzi, może ją zdradził, albo…
- Nie jestem ideałem chłopaka…. Kobiety chcą mieć wysportowanego, zabawnego i bogatego faceta - mruknął.
-Fede… Idioto! - uderzyła go w pierś. - Ty nie jesteś wysportowany? Człowieku, wiesz jak zmężniałeś przez te dwa lata? Nie jesteś zabawny? Tylko ty umiesz mnie rozśmieszyć, gdy jestem smutna! Nie jesteś bogaty? A po co mi pieniądze? Kretynie, przecież cię kocham! Nie ważne ile masz w banku! Jesteś pracowity i zdolny! Na pewno kiedyś coś się wydarzy i będziesz lepiej zarabiał!
- Ludmiło… - zaczął otrząsnąwszy się z szoku. – Wyjdziesz za mnie?
- Co? - Uniosła na niego wzrok.  – Prosisz mnie o rękę?
- A nie wyraziłem się jasno? - zdziwił się.
- Więc nie zrywasz ze mną? - chciała się upewnić.
- Odbiło ci? Po co mam z tobą zrywać, skoro chcę spędzić z tobą resztę życia?
- Fede, och, Fede! - krzyknęła i rzuciła mu się na szyję. - Tak bardzo cię kocham!
- Więc to znaczy tak? - zapytał.
- Tak - wymruczała i pocałowała go namiętnie.
- I tak oto nasz mały Feduś zdobył Ludmisię! - oznajmił Leon, odchodząc od okna.
- Nareszcie. -Pryscylla ocierała łzy wzruszenia. - Oni będą wspaniałym małżeństwem!
- Pasują do siebie - potwierdził German.
- Maxi, ja mam tylko jedno pytanie… - zaczął Diego.
- Jakie?
- Jak to się stało, że nasz mało nierozgarnięty przyjaciel zaręczył się z Ludmiłą, a my jesteśmy sami?!
- Nie mam pojęcia, Diego! - Maxi zmarszczył czoło.
- A ja wam powiem dlaczego - odezwała się Ludmiła, zjawiając się wraz z uśmiechniętym od ucha do ucha Federem w salonie.
- Może lepiej nie - Diego skierował się ku schodom. – Chodź, Maxi!
- Masz rację bracie! Chodźmy stąd! Ludmiła zaraz zacznie nam mówić jaki to Federico jest wspaniały!
- A tego nie zniesiemy! - powiedzieli chórem i zniknęli na górze.
- Wasza strata - zawołała za nimi i wtuliła się w Federico, który pocałował ją w czubek głowy i spojrzał na rodzinę.
- Pobieramy się! - oznajmił radośnie.
- To wspaniale! - wykrzyknęli wszyscy i rzucili się do składania życzeń.
Dwa lata później
- Pamiętasz dzień w którym ci się oświadczyłem? - zapytał Fede, patrząc na żonę uważnie.
- Tak, a co? - warknęła.
- Zachowujesz się tak samo jak ja wtedy, więc może powiesz o co ci chodzi? - poprosił.
- Powinieneś się domyśleć! - prychnęła.
Federico westchnął, od tygodnia Ludmiła co chwilę zmieniała swoje zachowanie, w jednej chwili przytulała się do niego, by zaraz krzyczeć na niego o rzuconą koszulę na podłodze.
- Ale czego?!
- Jak to czego? – zawołała. - A myślisz że ja od tak jestem zła? To nie moja wina!
- A czyja?
- Twoja!
- Niby czemu?! - zdziwił się.
- A temu geniuszu, że gdy kochasz się ze swoją żoną bez środka antykoncepcyjnego, musisz spodziewać się, że zmieni się, gdy w jej brzuchu zamieszka dziecko! - wykrzyknęła i wybuchnęła płaczem.
- Będę ojcem? - wyszeptał i przytulił ją mocno. - Będziemy rodzicami?
- Tak – chlipała. - Cieszysz się?
- Nawet nie wiesz jak bardzo - przyznał i pocałował ją czule. - Przynajmniej teraz wiem, dlaczego się tak zachowujesz!
- Kretyn! - prychnęła Ludmiła i wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami.
- No co ja takiego powiedziałem?! - wykrzyknął zdumiony brunet, drapiąc się po głowie.
- Oddychasz tym samym powietrzem co ja! - krzyknęła Ludmiła z drugiego pomieszczenia. - To jest wystarczające przewinienie!
- Skarbie, nie denerwuj się – poprosił uchylając drzwi. - Przepraszam!
- Masz za co! - wymamrotała podchodząc do niego. - Ale znaj moją dobroć! Wybaczam ci! Dziecko musi mieć ojca więc cię nie pokiereszuję! – wyszeptała, przytulając się od niego mocno.
- Też cię kocham - zaśmiał się i pocałował ją namiętnie.

Kilka miesięcy później na świat przyszła Rose. Mała blond włosa dziewczynka podbiła serca rodziców, jak i całej rodziny.

środa, 4 marca 2015

Rozdział 13

-Daleko jeszcze?/Pyta blondynka.
-Już niedaleko.
-Tak w ogóle to czym się interesuje?
-Śpiewasz, tańczysz. Jesteś idealna.
-Jak gwiazda./Mruczy pod nosem
-Tak jak gwiazda.
-Gdzie my jedziemy. Do mnie do domku?
-Nie nie możesz jeszcze tam wrócić./Wyjaśniam po czym wysiadam i z razem z blondynka wchodzimy do domu.
-Wow jaka Villa!/Wykrzyknęła zachwycona. Niech zobaczy swój dom..
-Ludmiła.../Podbiegają do niej Herman z Vilu.
-Kim jesteście? /Pyta na wpół ciekawa a przerażona.
-Nie pamiętasz?
-Nie.
-Jestem Herman a to Violetta.
-Witajcie Miło mi./ Mówi z uśmiechem. Pokazuje Hermanowi aby ja zagadał po czym udaje się z kuzynką na stronę.
-Vilu. Ona nic nie pamięta./Szepce załamany.
-Zauważyłam. Może zorganizujemy takie piżama party.
-To świetny pomysł tylko kiedy?
-Dziś wieczorem. W ogóle to wraca do domu?
-Nie, jej matka wyjechała. Musi zatrzymać się u was.
-Niech będzie. Będziesz mi dłużny do końca życia./Śmieje się.
-Oczywiście./Odpowiadam gorliwie.


 Ludmiła


-Ludmiło!!!/Słysze swoje imię. Ten Pan Herman jest bardzo miły. Ma wiele tematów do rozmów.
-Słucham?/Odpowiadam.
-Chodźmy do mnie do pokoju porozmawiać.
-Mmmm...Ok.
-Po chwili znalazłam się w jasnofioletowym pokoju. Królestwie dla nastolatek.
-Więc co chciałaś Vi?
-Vi? Ładnie. Może została byś u mnie na jakiś czas co ty na to?
-Nie wiem/Zaczęłam
-Fede też będzie...
-Zgoda./Nie wiem czemu tak mnie do niego ciągnie jest taki opiekuńczy. Violetta poszła zadzwonić po koleżanki a ja nie wiem co robić. Chyba poczytam jakąś książkę co ona tu ma...
-Chopin, Bach, Ten Obcy i Takk!!! Harry Potter Czara Ognia. Kocham. Rozdział pierwszy./ Pogrążona w lekturze nie zauważyłam pędzącego czasu.
-Ludmiła!!
-Co znowu! /Pomyślałam.
-Tak? /Odpowiedziałam.
-Przywiozłem twoje rzeczy. Leć do łazienki kotku bo zaraz przyjdą dziewczyny na noc.
-Dobrze skarbie./Odpowiedziałam czując jak pieką mnie policzki. Chwyciłam torbę i ruszyłam w stronę łazienki, zakluczyłam drzwi i osunęłam się po nich na podłogę. Co się z tobą dzieje?! Ludmiło? Muszę zapomnieć o tamtym życiu liczy się teraźniejszość. Weszłam do kabiny prysznicowa gdy zakończyłam kąpiel owinięta w ręcznik stanęłam przed lustrem chwyciłam nożyczki i obcięłam włosy.

-Ludmi! Chodź do nas/Usłyszałam połączony głos Fdera i Violki. Gdy byłam na miejscu opadły im szczęki.


**********************************************

Zapraszam do komentowania. Przeprasza, że tak długo mnie nie było. Ten rozdział dedykuje fałszywym przyjaciołom.