Walcząc
o Miłość: 2
Co sądzicie o 2 rozdziale? Ja lecę pisać next'a a wy piszcie swoje opinię ;)
-
Nie wierzę, że te buty aż tak bardzo cię uwierały –
powiedziała Violetta usiłując nakarmić małego Samiego, który
nie miał dzisiaj apetytu. Chłopiec już od paru dni kręcił nosem
na to co w ostatnim czasie chciała włożyć do ust jego matka. –
Sam., uspokój się i zjedz grzecznie.
-
Ja już nie mogę z nim, Ludmi – powiedziała Violetta. – On nic
nie chce jeść. Oczywiście, kiedy Leon go karmi, to nie robi
żadnych problemów, ale jeśli ja mam go karmić... – przewróciła
oczami.
-
To może ja go spróbuję nakarmić? – zapytała Ludmiła.
Violetta
podała Samiego Ludmile, która z zachwytem przywitała się z
chłopcem. Chwilę z nim pogadała, po czym zaczęła go karmić.
Chłopiec zjadł wszystko z uśmiechem na twarzy, na co Violetta
zareagowała śmiechem.
-
Ty chyba masz powołanie do dzieci – powiedziała śmiejąc się. –
Dobrze, że dostałaś właśnie taką pracę, a nie inną.
Przynajmniej będziesz w swoim żywiole.
-
Tak szczerze mówiąc to zawsze myślałam, że będę pracować jako
piosenkarka. Kiedy jednak skończyłam prawo zrozumiałam, że to
jest moje powołanie. To znaczy to, że powinnam być adwokatem, ale
po tym co zrobił... – Ludmiła spojrzała na przyjaciółkę dając
jej wyraźnie do zrozumienia kogo ma na myśli – musiałam
zrezygnować z tego. Dorian niejednokrotnie dzwonił i prosił bym
wróciła, ale nie mogłam. Nie po tym, co się stało. Dlatego
doszłam do wniosku, że muszę zrobić coś innego, żeby o nim
zapomnieć. Dlatego wzięłam na rok tę pracę w Szkole, kiedy
dowiedziałam się o tym kredycie – głos jej zadrżał. –
Myślałam, że nigdy nie uda mi się go spłacić, ale teraz, kiedy
widzę przed sobą jakąś szansę na to, by się jakoś z tego
wykaraskać, to zrobię wszystko, by nie stracić tej pracy.
-
Dlaczego nie powiedziałaś? Pożyczylibyśmy ci pieniądze –
powiedziała Violetta urażonym tonem biorąc Sam'a na ręce.
-
Wiem, dlatego właśnie nie mówiłam. Z czego miałabym wam oddać?
A nie chcę się już bardziej zadłużać...
-
Rozumiem cię, Ludmiło. To kiedy zaczynasz pracę? – zapytała
chcąc zmienić temat na coś przyjemniejszego.
-
Pani Spencer, z którą rozmawiałam przez telefon powiedziała mi,
że najlepiej byłoby gdybym zaczęła pracę od jutra. Ponoć ojciec
chłopca wyjeżdża dzisiaj na kilka dni na jakieś ważne zebranie.
Jutro się więc tam wprowadzę.
-
A co zrobisz z mieszkaniem?
Ludmiła zignorowała pytanie zaczynając się bawić z chłopcem, który
wyciągnął do niej rączki. Robiła wszystko, by nie spojrzeć w
oczy swojej najlepszej przyjaciółki. Doskonale wiedziała, jakby to
się skończyło. A raczej czuła, ja to się skończy.
Musiała
kiedyś spojrzeć na Vilu. Nie mogła udawać, że się nic nie
dzieje. W końcu były dla siebie jak siostry, więc Ludmiła nie
musiała nic mówić, by pani Verdas o wszystkim wiedziała.
-
Ludmi – wyszeptała przyjaciółka przytulając ją. – Ludmi,
dlaczego nie powiedziałaś, że nie masz za co opłacić tego
wszystkiego?
Brązowowłosa
bezwiednie potarła swoje czoło, by po chwili się rozpłakać.
-
Nie mogłam, Violu. Rodzice i tak już sporo kasy wydali na to, by
pomóc opłacić wszystko. Im jestem dłużna prawie dwadzieścia
tysięcy funtów, rozumiesz? Ciekawe skąd miałabym wziąć kasę,
gdybym was poprosiła o pomoc? Violetto, dam sobie radę.
-
Ile musisz zapłacić za rachunki? – zapytała brunetka tonem typu
„Ani waż mi się wykręcać, ja i tak zrobię to, co
postanowiłam”.
-
Dwa tysiące funtów – Ludmiła westchnęła. – Cieszę się, że
nie będę musiała płacić za rachunki, jak już zacznę tą pracę,
ale co ty robisz? – zawołała, kiedy Violetta wyciągnęła ze
swojego tajemniczego sejfu pieniądze.
-
To są pieniądze, Ludmiło – powiedziała Viola zwracając się do
niej jak do dziecka. – To takie banknociki, którymi się za
wszystko płaci. A teraz będziesz grzeczną dziewczynką, weźmiesz
te pieniądze i zapłacisz za rachunki. I nie chcę słyszeć odmowy,
bo inaczej powiem Leon'owi, a tego to ty chyba nie chcesz, prawda?
Blondwłosa
kobieta patrzyła na swoją przyjaciółkę z rozdziawioną buzią.
-
Ale ja...
-
Możesz, Ludmi – ton jej przyjaciółki był dobitny. – Musisz z
tym wszystkim skończyć dzisiaj. Musisz porzucić przeszłość i
zapomnieć o nim. Dzisiaj spłacisz rachunki, a jutro zaczniesz nowe
życie. Lepsze życie.
Miała
rację, kobieta musiała przyznać jej rację.
Z
oporem schowała pieniądze do portfela, by po chwili przytulić się
do brunetki i wybuchnąć głośnym płaczem.
Kilka
godzin później Ludmiła pakowała rzeczy do swojej walizki, która
potrafiła zmieścić całą zawartość jej mieszkania. Od kiedy
tylko pamięta to mieszkanie przynosiło jej pecha. To właśnie
tutaj spędziła swoje najtrudniejsze lata życia – okres studiów,
pracy oraz pierwszej niby prawdziwej miłości. Dzisiaj wiedziała,
że nic do niego nie czuła, ale nie chciała do tego wracać.
Wykorzystał ją podle, za co teraz płaciła. I to bardzo wysoką
cenę.
Spojrzała
na swoje odbicie w lustrze. Wyglądała okropnie: jej włosy były
tak samo roztrzepane jak w Studiu – za nic nie dało się ich
okiełznać, na twarzy miała rozmazany od płaczu makijaż, a jej
oczy były podpuchnięte. Sama nie wiedziała, kiedy i czemu płakała.
Z pewnością ON nie był powodem jej cierpienia. A może to były
łzy radości, że wreszcie może z tym wszystkim skończyć?
Życie
bywa dziwne.
Po
chwili mogła się uspokoić stojąc pod strumieniem gorącej wody.
Krople cieczy spływały po jej delikatnej skórze sprawiając, że
Ludmiła pierwszy raz od kilku lat czuła się w pewien sposób wolna
i szczęśliwa. Nie musiała się już martwić rachunkami, których
nie miała z czego opłacić. Poza tym kolejną ratę kredytu będzie
musiała spłacić dopiero pod koniec przyszłego miesiąca. Powoli
zaczęła wychodzić na prostą.
Powoli,
ale to zawsze coś.
A
jutro miała zacząć nowe, lepsze życie...

