Walcząc
o Miłość: 9
Wasze
rymowane komentarze były wspaniałe. Każdy zasłużył na wygraną
ale mi najbardziej podobał się komentarz Blanche.
I to właśnie jej dedykuje ten rozdział i przyszła miniaturkę
niech w Komie napisze z jaka para chce :D
-
Co się dzieje? – zapytała Ludmiła Annę, kiedy razem z
Ruggusiem weszli już do domu, ale dziewczyna zamiast odpowiedzieć
uciekła do kuchni.
W
salonie stała Lisa Miller, która dyrygując gromadą ludzi zaczęła
przestawiać wszystkie meble w pomieszczeniu. Mały Ruggero patrzył
na to wszystko z otwartą buzią nie wiedząc, co ma zrobić. Upuścił
zabawki, które trzymał w rączkach – resztę miała spakowane
Ludmiła – na ziemię rozbijając je z głośnym trzaskiem. Nie
chciała, żeby się popsuły – jak Rugg nie będzie ich
potrzebował, zawsze można je odesłać do jakiegoś sierocińca.
W
tym samym momencie, gdy Ludmiła wstała z podłogi – ze schowanymi
już zabawkami – Lisa odwróciła się i uśmiechnęła sztucznie
do malca.
-
Och, jesteś już, skarbie – powiedziała podchodząc do niego.
Pocałowała chłopca w policzek zostawiając po sobie ślad różowej
szminki na bladym policzku. – Gdzie byłeś?
Ruggero
mruknął coś w odpowiedzi, lecz nikt tego nie usłyszał.
-
Co mówisz, kochanie? – Ludmiła miała ochotę rzucić w nią
czymkolwiek słysząc ten wymuszony ton. Początkowo nie miała
zastrzeżeń do dziewczyny, ale z każdą chwilą nie lubiła jej
coraz bardziej.
-
Byliśmy z Ludmiłą w zoo – powiedział nieco głośniej.
-
Co?! – wykrzyknęła Lisa spoglądając wściekłym wzrokiem na
blondynkę. – Jak śmiałaś…
-
Przepraszam panią, ale tak się składa, że pan Pasquarelli
pozwolił mi się zajmować jego dzieckiem, więc nie widzę problemu
– Dziewczyna przerwała jej chłodnym tonem.
-
Już niedługo – powiedziała Lisa zaciskając szczękę. – Jak
Fede się dowie…
-
O czym się dowiem? – przerwał jej owy mężczyzna wchodząc do
salonu. – A co to do… – urwał widząc rozjuszone spojrzenie
narzeczonej. – O co chodzi, Liso? – dodał spoglądając na
zdenerwowaną kobietę.
-
Och, Federico! – zawołała przesłodzonym głosem, który
wywoływał w Ludmile odruch wymiotny. Na szczęście podszedł do
niej Rugguś i uśmiechnął się lekko. Blondwłosa uklękła przed
chłopcem odwzajemniając uśmiech, a nagle poczuła, że dostała od
niego pstryczka w nos. Ruggero wybuchł perlistym śmiechem co
zwróciło uwagę jego ojca, który spoglądał na syna z iskierkami
w oczach.
-
… i nie dość, że ta dziewucha zabrała Ruggero z domu na tak
długo bez pytania, to wzięła go do zoo. Rozumiesz, Feduś? Do ZOO!
Federico
spojrzał na nią ze zdziwieniem.
-
Serio? Ruggero, byłeś dzisiaj w zoo? – zapytał zwracając się
do blondynka.
-
Tak! – zawołał podbiegając do ojca i rzucając mu się na szyję.
-
I podobało ci się? – spojrzał na niego wzrokiem pełnym miłości,
mierzwiąc mu przy okazji jego, nieco przydługie blond włoski.
-
Tak! I wies, widziałem takiego duuuużego tyglyska! I on był biały!
Chciałem zabrać go do domu, ale Ludmila powiedziała, ze będzie mu
smutno bes mamy. Więc go zostawiłem, bo nie chciałem, by był
smutny…
Federico
spojrzał
na Ludmiłę wzrokiem pełnym wdzięczności, na co ona szybko się
odwróciła w stronę Lisy.
-
Czy ty słyszysz, kochanie co do ciebie mówię? – zapytała
rozzłoszczona narzeczona Włocha. – A co by było, gdyby on się
zgubił? Albo gdyby coś mu się stało? Przecież on był tam
całkiem sam!
-
Nie był sam. Był tam ze mną – powiedziała cicho Ludmiła
próbując trzymać nerwy na wodzy. A wiedziała, że musi to zrobić,
by nie stracić pracy, która była jej bardzo potrzebna.
-
I poznałem kolegę – mówił dalej Ruggero nie zwracając uwagi na
to, co mówiła, do jego ojca, Lisa. Teraz się liczyła tylko ta
dwójka. – Ma na imię JDaniel i ma tyle lat co ja! I ma taką
ładną i miłą mamę. I ona ma czekoladowo-żółte włosy –
dodał śmiejąc się do ojca.
-
Czekoladowo-żółte? – zapytała Fede zezując lekko na Ludmiłę,
lecz ona sprytnie udawała, że tego nie widzi.
-
Tak. I jest bardzo fajna!
Przez
chwilkę rozmawiali całkowicie ignorując Lisę, która powoli
dostawała furii, po czym Federico zwrócił się do niej:
-
Kochanie, mogłabyś zaprowadzić Ruggeroa do pokoju? Ja zaraz do was
dojdę. Proszę – dodał widząc wzrok narzeczonej.
Oburzona
Lisa chwyciła Rugga za rękę, po czym wyszła z salonu trzaskając
drzwiami. Federico przez chwilę przysłuchiwał się, czy kobieta
odeszła do drzwi – podejrzewał, że za wszelką cenę chciała
podsłuchać – słysząc oddalające się kroki, rozsiadł się w
fotelu. Machnął ręką, po czym przed nim wylądowała szklanka
wody (Przyniesiona przez Anne). Upił kilka łyków i spojrzał na
Ferro zdziwiony.
-
Czemu nie usiądziesz? – spytał zdawkowym tonem, na co kobieta
poczuła, że się rumieni. Spuściła głowę siadając na brzegu
najbliżej położonej sofy.
Przez
chwilę siedzieli w milczeniu. W końcu Ludmiła nie wytrzymała:
-
Czego ode mnie chcesz? – zapytała oskarżycielskim tonem.
-
Chyba masz mi coś do powiedzenia, Ferro – Pasquarelli patrzył na
nią z wyższością.
Ludmiła
poczuła, że jej policzki zaczynają się robić jeszcze bardziej
czerwone.
-
Ja… – zaczęła. – Nie wiedziałam, co mamy ze sobą zrobić.
Chodziliśmy po parku i tak samo wyszło, że postanowiłam odwiedzić
moich przyjaciół. Dawno ich nie widziałam, a przy okazji doszłam
do wniosku, że Ruggusiowi dobrze zrobi kontakt z innymi dziećmi.
Wiem, że powinnam ciebie oto zapytać, ale…
-
Nie mówię o tym, Ferro – przerwał jej. – Chociaż nie powiem,
dziwię ci się. Byłem pewien, że już dawno zabierzesz go do
Verdasów. To akurat nie ma znaczenia. Usiłuję go wychować na
zwykłe dziecko, nie na arystokratę. W końcu pozwalam mu na kontakt
z…
-
Z pospólstwem – dokończyła.
-
Nie wyrażamy się w tym domu wulgarnie, Ferro – upomniał Federico
spoglądając na Ludmiłę z rozbawieniem. – Miałem na myśli
kontakt z obcą dla niego kobietą.
Blondwłosa
poczuła, iż jej czerwone policzki przybierają barwę buraków.
Było jej wstyd.
-
Więc? – zapytał patrząc na nią z wyczekiwaniem.
-
Ale o co chodzi? – uniosła głowę do góry. Kompletnie nie
wiedziała, co brunet ma na myśli. Przecież nie miała przed nim
nic do ukrycia– wszystko, co robiła było w tym domu legalne.
-
Ferro, Ferro… – westchnął, dopił wodę ze szklanki, po czym
wstał. – Jak zrozumiesz, że powinnaś mi o TYM powiedzieć, to
wiesz, gdzie mnie znaleźć – dodał, wychodząc z salonu
pozostawiając Ludmiłę kompletnie rozbitą.
Młoda
opiekunka nie wiedziała o co Federico chodzi.
Przecież
nie mógł mówić o TYM. Niby skąd miałby wiedzieć?